Jeszcze w piątek pisałam, że bardzo denerwuję się przed startem… w sumie to nic dziwnego, bo zawsze mam stresssssa, nawet przed krótkimi dystansami. Jak niejednokrotnie podkreślałam: każdy bieg jest inny zależny od warunków, okoliczności, samopoczucia…etc.  Ale tym razem odczucia moje nasilały się w dwójnasób ponieważ od pewnego czasu „eksperymentuję” z bazą. I podczas dłuższych wybiegań dochodziło do nagłych spadków glikemii, nawet do 55 mg/dL. Coś z tym musiałam zrobić.

Trzeba było zdecydowanie zredukować dawkę insuliny długo działającej i dostarczyć do organizmu więcej energii w postaci posiłków bogatych w węglowodany. Zgłębiłam temat, poczytałam, pomyślałam, skonsultowałam z moją diabetolog i poczyniłam następujące kroki:

Dwa dni przed startem jadłam „treściwie” tzn. posiłki składające się makaronów, dodałam troszkę mięsa i tłuszczy. W takiej sytuacji kiełbaska z opiekacza, makaron z sosem i warzywkami, bułka z miodem czy jajecznica smakują całkiem inaczej tzn. wybornie.

Obniżyłam bazę z 15j na 10j, zjadłam przed startem 2 banany, zaopatrzyłam się w 4 żele dextro energy i wystartowałam z librą na ramieniu.

Temperatura w tę noc była idealna. 15 st.C, powietrze wilgotne po deszczu, do tego strach z każdą minutą zbliżającą do startu zamieniał się w determinację i pozytywne nastawienie. Atmosfera w tłumie robiła swoje. Mogło być tyko dobrze.

O 22:00 wybiegła elita, a po niej co kilka minut starowali biegacze w poszczególnych strefach czasowych (zgodnie ze zadeklarowanym czasem), ja miałam jeszcze duuuużo czasu, bo moja strefa czasowa była ostatnią, ale nie oznacza wcale najgorszą.

Tą grupę tworzyli ludzie dla których turystyka jest bardzo istotna, bo prowadził ją przewodnik opowiadający o historii miasta 🙂

I tak 20 min. po elicie przy sountrack’ach z hitów filmowych (jak np. Rocky) przekroczyłam linię startu. Na każdym kilometrze trasy leciały szlagiery niezapomnianych hitów filmowych.

glik

Na starcie odczyt glikemii pokazał 197 mg/dL, na 10 km – 174 mg/dl, a potem już tylko obniżał się (ale powoli i bezpiecznie), bo na 15 km – 146 mg/dL. Na 16 km przyjęłam 1 opakowaniem dextro energy o wartości ok. 2,5 WW i na 19 km poprawiłam jeszcze raz 2,5 WW dzięki dextro energy. Już wtedy wiedziałam, że do mety nie chwyci mnie hipoglikemia. Naturalnie jeszcze w czasie biegu  systematyczne nawadnianie i z każdym przebiegniętym krokiem byłam co raz bliżej mety, gdzie libra pokazała 123. Potem jeszcze był posiłek ( i tu nie miałam przy sobie insuliny ) dlatego wzrósł do 203 mg/dL.

MYWrocław w tę noc żył na sportowo. Kibice, studenci 😉 , dorośli i dzieci przebijające piątkę mocy, to było na prawdę coś szczególnego. Iluminacje mostu Grunwaldzkiego, Ostrów Tumski i oświetlone wieże Katedry Wrocławskiej, Uniwersytet Wrocławski nocą robiły ogromne wrażenie. Warto było to wszystko przeżyć. Zwłaszcza gdy biegnie się wśród przyjaciół. (Pozdrawiam Anię Wiśnię i Pana Rybę)

 

A po przekroczeniu linii mety czekała nas jeszcze jedna niespodzianka, a mianowicie otrzymaliśmy bilety wstępu na inaugurację zbliżających się mistrzostw  The World Games 2017 20.07.2017 we Wrocławiu.

Antoine de Saint-Exupery stwierdził:

cel bez planu jest tylko życzeniem

Zatem marzmy, bijmy rekordy ale zawsze z głową.

Więc może nadchodzi czas na jakiś maratonik …

PS. wynik poprawiłam o 7 min i pokonałam trasę w 2:33 🙂

 

Reklamy