Już tylko doba dzieli mnie od mojego drugiego półmaratonu. Mija dokładnie rok od dnia, kiedy podjęłam wyzwanie, by pokonać 21,097 km z glukometrem w ręku. Wydawać by się mogło, że tym razem będzie łatwiej, bo o rok dłużej biegam, posiadam doświadczenie w  temacie półmaratonu. Zatem same plusy. Ale niestety tak nie jest.

Moja świadomość o co w tym wszystkim chodzi budzi we mnie niepokój. Wiem już jak moje „biegowe ja” może zachować się po każdym pokonanym kilometrze, jak duże jest zapotrzebowanie na glukozę. Dochodzi do tego strach przed hipoglikemią. Myśli: czy dam radę, czy zejdę z tresy i nieustanne pytania o cukier… czy, jak, ile, jeśli…

Już od paru dni analizuję tempo z jakim będę pokonywać każdy kilometr, gdzie „schowam” glukometr, by łatwo go było wyciągnąć podczas biegu. W tym roku już wiem, że na punktach żywieniowych będą pastylki dextro energy, a to oznacza, że musiałabym zjeść ok. 5 pastylek, aby cukier podnieść o 1WW (zatem muszę zabezpieczyć się w żele energetyczne). Dalej zastanawiam się co powinnam zjeść przed półmaratonem…

Ktoś kiedyś stwierdził, że im większą posiadasz wiedzę tym więcej zadajesz pytań. W tym przypadku ta myśl zgadza się w 100%.

Zacznę od tego, że ostatnimi czasy podczas biegu dochodzi do nagłych spadków glikemii. Zaczynam bieg z cukrem na poziomie 200 mg/dL, a po 30 min. biegu spada do 80 mg/dL. Jak przeciwdziałać takim sytuacjom? Ja osobiście mam zamiar zmniejszyć dawkę bazy z 15 do 10 jednostek i wystartować z cukrem 200 mg/dL, zjeść banana na 30 min. przed startem, nastawić się na przekór wszystkim obawą całkowicie pozytywnie i wystartować.

Stanę w tym 11-tysięcznym tłumie i pomyślę jak Wiktor Suworow:

Zbiorowa odwaga tłumu jest sumą małych indywidualnych lęków.

Jeśli dotrwam do jutra, jeśli pokonam dystans 21097 m., w tym miejscu pojawi się link do mojej subiektywnej – jak zawsze – relacji z 5. Nocnego Wrocław Maraton

A tym czasem trzymajcie kciuki 🙂

 

Reklamy